19 wrz 2015

Zarysoweś samochód? Nie uciekaj!


Ostatnio mieliśmy często zdarzającą się historię w naszym kraju. Ktoś na parkingu stuknął nam samochód i po prostu zaparkował dalej i sobie poszedł. I wszystko diabli by wzięli gdyby nie fakt, że naocznym świadkiem zdarzenia był nasz sąsiad i od razu zadzwonił do męża. Gdyby nie on musielibyśmy dokonać naprawy z własnej kieszeni. Wkurza mnie brak uczciwości w takich sytuacjach, tym bardziej, że sprawcę przyznanie się do winy nie kosztuje prawie wcale.



Nie wszyscy o tym wiedzą, wielu się nie interesuje, ubezpieczyciele często milczą, ale w sytuacji kiedy uszkodziłeś czyjś samochód, koszty naprawy poszkodowany może pokryć z Twojego OC, a Ty  tracisz co najwyżej 10 % zniżki na ubezpieczenie. Wkurza mnie brak poszanowania dla cudzej własności. Obstukiwanie drzwi i ucieczki z miejsca zdarzenia, byle nikt nie zauważył. 

Czy to takie trudne wsiadając do samochodu przytrzymać drzwi swojego ręką, żeby nie zarysować tych należących do kogoś innego? Czy to takie trudne jeśli jest ciasno najpierw wyjechać z między samochodów i dopiero potem pakować rodzinkę do auta? 
Jednak przeciętny Kowalski ma to gdzieś, sam nie dba o swój samochód, to dlaczego miałby dbać o czyjś. 

Koszty naprawy jeśli już coś się stało, powinien ponieść sprawca. Kowalski nie wie ile to wszystko kosztuje. Sam nigdy nic nie robił ze swoim samochodem, to ile pomalowanie takiej rysy może kosztować? Przecież są kredki do tego i można je kupić za kilkanaście złotych. 
Ile może kosztować zrobienie zderzaka? A może i dużo kosztować drodzy ignoranci! W zależności od samochodu od kilkuset do kilku tysięcy złotych, bo kredka rzadko kiedy się sprawdza. 
Jeśli za OC płacisz pięć stówek, to naprawiając czyjś samochód ze swojego ubezpieczenia, składka wzrośnie Ci raptem o 50 złotych. Porównaj sobie to z kosztami, które musiałby podjąć poszkodowany, gdyby naprawy dokonywał z własnej kieszeni. Następnym razem nie uciekaj, bo to cholernie źle o Tobie świadczy!

1 komentarz:

  1. Ludzie mają to do siebie, że rzadko kiedy chcą przyznać się do błędu i kombinują jak mogą by tylko uniknąć odpowiedzialności za wyrządzoną szkodę. Nie twierdzę, że wszyscy tacy są, ale jeśli chodzi o kierowców, to jest takich wielu... zawsze jak parkuję z mamą pod galerią, sprawdzam auto przed pójściem do sklepu i gdy już wrócę bo przy poprzednim samochodzie, każdy wjazd na ten zatłoczony parking kończył się jakimś obiciem albo zarysowaniem. Współczuję takiej sytuacji, ale całe szczęście, że obie mieszkamy w blokach, to zawsze znajdzie się ktoś życzliwy kto pomoże. Ostatnio mój szef zmasakrował komuś całe drzwi, ale na szczęście był na tyle uczciwy, że poczekał na właściciela auta i załatwił z nim całą sprawę (szczerze, nie sądziłam, że to zrobi :-D)

    OdpowiedzUsuń