2 wrz 2015

Koniec wakacji, to nie koniec dzieciństwa.


Wakacje skończyły się. Przedszkolaki wróciły do przedszkoli, większe dzieci do szkoły. Koniec laby, koniec wakacji, ale to nie koniec dzieciństwa. Wszystko wraca do normy, powraca słodka rutyna. Ale słodka dla kogo? Rodzice się cieszą, bo w końcu będzie trochę spokoju. Dzieci już tak zadowolone nie są, bo wracają obowiązki i nuda. Tak wcale nie musi być! To wciąż dzieci, tylko nieco większe, niż dwa miesiące temu.



Szaleństwo. Sklepy z artykułami biurowymi i papierniczymi oraz księgarnie mają swój najlepszy okres z całego roku. Rodzice wydają krocie na nowe przybory, książki, plecaki, ubrania i strój do ćwiczeń. Często w tym wyścigu do kasy jednak zapominają, że to nie jest najważniejsze. Najważniejsze są dzieci. Często w tym całym zakupowym szale myślimy tylko o tym jak ubrać dziecko do szkoły, a zapominamy, że to ono jest ważniejsze. Zapominamy o jego uczuciach. O stresie, który właśnie przeżywa. I stokroć chętniej poszłoby do tej szkoły po miłym dniu spędzonym razem i słowach otuchy niż po uganianiu się trzy godziny za idealnym piórnikiem czy idealną białą bluzeczką. Przeraża mnie to co dzieje się teraz w sklepach i nie rozumiem, po co zostawiać wszystko na ostatnią chwilę. Przeraża mnie to, że wszędzie są ciągane te biedne dzieci, jakby bez nich nie dało się kupić zeszytów, kredek czy książek. 

Zapomnijmy na chwilę o książkach i poświęćmy ją naszemu dziecku. Nie zaczynajmy września w stresie. Zatrzymajmy się choć na sekundę bądź dwie i dajmy dziecku czuć, że wciąż jest dzieckiem. 


BTW (odrabianie lekcji z dzieckiem / za dziecko) - trochę w innym temacie, ale mnie naszło!
Przerażają mnie opowieści niektórych moich znajomych, którzy mają dzieci w wieku szkolnym i nie raz opowiadają mi jak, np. nad pracą z języka polskiego siedzą z dzieckiem bite 4 godziny i tak praktycznie codziennie. 
Halo! Ze mną rodzice nie siedzieli nad lekcjami i zawsze (oprócz okresu buntu) miałam świetne oceny. Rodzice kontrolowali tylko czy je zrobiłam i sprawdzali ich poprawność ewentualnie. 
Od nauki są nauczyciele. My jesteśmy od pomocy, wsparcia i zapewnienia dziecku szczęścia i miłości. 
Ślęczenie z dzieckiem nad lekcjami, to tylko dodatkowy stres dla obu stron, który na pewno nie sprzyja relacjom. Poza tym przeglądając ciągle zeszyty naszych dzieci i obdzwanianie innym klasowych mam, czy przypadkiem jednak coś z czegoś nie jest zadane, to uczenie dziecka chodzenia na łatwiznę. Po co mam pamiętać skoro mama i tak mi przypomni, ba mama ze mną zrobi. 
Drodzy rodzice nie tędy droga! W ten sposób nie nauczycie dzieci odpowiedzialności. 
Z drugiej strony jeśli chodzi o dzieci sporo starsze, to materiał jest już bardziej skomplikowany, a my dorośli wielu rzeczy nie pamiętamy i w tych sytuacjach warto rozważyć korepetycje jeśli dziecko ma problemy z danym tematem. To co nam zajmie kilka godzin, bo często sami musimy się czegoś na nowo nauczyć, a potem postarać się jakoś wytłumaczyć dziecku tak, żeby zrozumiało, dobremu korepetytorowi może zająć pół godziny. O ile mniej zmarnowanego czasu (czyt. dzieciństwa), fachowa pomoc i mniej stresu, za niekoniecznie duże pieniądze.

Ułatwiajmy dzieciom adaptację do nowych warunków, zamiast ją utrudniać, bo postępując niepoprawnie możemy dzieci tylko do szkoły zniechęcić. Zapewnijmy dzieciom czas wolny od wszelkich zajęć, spacery, plac zabaw, sporty czy oglądanie bajek. To cholernie ważne, żeby dziecko mogło od szkoły i obowiązków odpocząć, by miało siły na kolejny dzień. By nie widziało w nas, dorosłych, katów. To jak psychicznie będzie się czuło teraz za młodu, będzie miało ogromny wpływ na całe dorosłe życie.

4 komentarze:

  1. Niestety znam rodziców, którzy notorycznie odrabiają lekcje za swoje dzieciaki. Przed zakończeniem roku szkolnego ojciec siedział nad ćwiczeniami z języka niemieckiego żeby córka miała 5, bo mama postawiła jej taką poprzeczkę. 5 ma być ze wszystkiego. I było. Piotrek powinien dostać stypendium za tą harówę... :-)
    Masz bardzo fajne podejście do tego wszystkiego. Moi rodzice starali się postępować podobnie, ale tata często popełniał błędy, np. płacił mi jakieś grosze za czytanie Krzyżaków (a ja tylko udawałam, że czytam). Od zawsze byłam burzliwym rekinem biznesu, dzięki tacie :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To takie bez sensu. Mi obiecali psa jak będę miała średnią powyżej 5,2 w szóstej klasie podstawówki i potem musieli mi psa kupić, bo było 5,4, ale w lekcjach nikt mi nie pomagał. Nie wiesz jak coś się pisze, to w słowniku sprawdź i tak dalej... I to było dobre!

      Usuń
  2. Niestety ja znam nawet takich rodziców, którzy do gimnazjum chodzą z dzieckiem i po nie przychodzą, ale obciach.
    Nie mówiąc o tym, ze dziecko wyrasta na tzw życiową pierdołę, bo bez Mamusi nie umie egzystować.
    Jeżeli chodzi o zakupy, to ja niestety zostawiam na ostatnią chwilkę ze względów kasowych, a muszę ze sobą towarzystwo ciągać, bo są w takim wieku, że sami muszą wybrać sobie zeszyty czy przybory, żeby się rówieśnicy nie wyśmiewali.
    Niestety kiedyś nie było wyboru i wszystko było szare, albo zielone, a teraz do wyboru do koloru z Barbie, Minionkami, Myszką Minie, Księżniczkami, ze Zmierchem itd. itp.
    Ze mną też nikt lekcji nie odrabiał i żyję, ja moim dzieciom mogę coś sprawdzić, doradzić, wysłuchać, jak się np uczy czegoś na pamięć, odpytać.
    Ale czasem widać, że praca wykonana w całości przez rodzica i moje dziecko się buntuje, bo dostało gorszą ocenę, a ja wtedy tłumaczę, że robiło samo, a to jest najważniejsze.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obciach jak nie wiem co. Ja mam teraz klienta przed 30, który z reklamacją mamusię przysłał, to dopiero wstyd!
      Co do poomocy, ewentualnie sprawdzenie, to jestem takiego samego zdania. To jest zdrowe podejście. A dzieci masz bardzo mądre i samodzielne.

      Usuń