15 sie 2015

Praca nie czyni mistrza. Mistrzem się trzeba urodzić.

Praca czyni mistrza pięknie brzmi, ale mówi tylko połowę prawdy. W pozostałej części jest to nie wiele wart frazes. Przeczytaj a postaram się Ciebie przekonać, dlaczego tak uważam i jakie może takie przekonanie nieść za sobą konsekwencje.



Praca czyni mistrza.
Otóż nie! Praca pozwala nam się doskonalić, stawać się lepszymi z danej dziedziny, rozwijać, ale mistrzem trzeba się urodzić. Bo to jest tak, że jeżeli ktoś nie ma do czegoś smykałki ani talentu, to żeby nie wiem jak się starał, to mistrzem nie zostanie. Może być w czymś dobry, albo przeciętny, ale nigdy najlepszy. Wyobraź sobie dziecko z dysleksją i dysortografią ćwiczące język i pisownię w opór. A teraz wyobraź sobie, że wygrywa konkursy z dziedziny ortografii. No way! Albo wyobraź sobie chłopaka, który ma 1,60m wzrostu i już więcej nie urośnie. Trenuje koszykówkę i jest dobry, ale do NBA nigdy się nie dostanie. To tylko przykłady, ale niestety do bycia mistrzem w danej dziedzinie trzeba mieć predyspozycje. 

To, że nie jesteś urodzonym pływakiem, piosenkarką, czy geniuszem na miarę Einsteina wcale jednak nie oznacza, żeby z pracy rezygnować. Wręcz przeciwnie. Pracuj, ale ustal cele dla jakich to robisz. Bo jeżeli wciąż będziesz wierzyć, że trenując, ucząc się, czy pracując staniesz kiedyś na podium, a predyspozycji nie masz, to rozczarujesz się, a to w czym jesteś dobry przestanie Ci sprawiać przyjemność. Pracuj dla siebie, dla samorealizacji, doskonalenia się, z pasji, a zobaczysz, że efekty mimo, że nie takie jak byśmy sobie chcieli wymarzyć, to przyjdą prędzej niż jeśli będziesz się zadręczać, że znowu coś poszło nie tak. Życie jest zbyt krótkie, aby marnować marzenia. Chcesz coś robić, to rób, ale jeżeli nie przychodzi Ci to łatwo, to poprzeczkę podnoś stopniowo i nie rzucaj się od razu na głęboką wodę. Bo rozczarowanie jeśli coś robi się stricte dla jakiegoś celu ma dużo bardziej gorzki smak niż jak czerpiesz przyjemność z tego co robisz, a robisz to tylko dla siebie. 


Skąd wiedzieć w czym mogę być mistrzem?
Tego dowiadujemy się dopiero kiedy zaczynamy coś robić, a raczej jak już doskonalimy się z danej dziedziny. W dużej mierze zależy to od rodziców, bo większość talentów odkrywanych jest u dzieci a nie dorosłych. Jeśli rodzice starają się jak najwięcej pokazać dziecku, umożliwiają im próbowanie się w różnych dziedzinach i obserwują dziecko, to istnieje duża szansa, że odkryją, to w czym mogą być najlepsi. Jeśli nie kupisz dziecku piłki, a na wuefie uprawia się lekkoatletykę, a gry zespołowe od święta, to nie zostanie piłkarzem, a już na pewno tym z górnej półki. Jeśli dziecko chce być rajdowcem, a nie zabierasz go na tor, to sory, ale jak rozpocznie treningi w wieku 18 lat może być za późno.

Jak nie zdusić w sobie mistrza?
Przede wszystkim należy pracować nad sobą, rozwijać się, ale... To, że dobra wróżka powiedziała, że zostanę światowej sławy maratończykiem, nie oznacza, że to się stanie za chwilę. To złożony proces i długa droga. Ciężka droga, żeby osiągnąć sukces. Ważne jest tu, żeby gdzieś po drodze nie zatracić siebie i nie znienawidzić tego biegania, żeby nie zniechęcać się porażkami, ale przeć do przodu. Nie zawsze wszystko jest łatwe, dlatego z problemami trzeba się liczyć. Fajnie jeśli ma się wsparcie najbliższych, którzy nie zależnie od wszystkiego uszanują nasze decyzje i pomogą jeśli zajdzie taka potrzeba. Rób to co robisz dobrze

z pasją, tak żeby sprawiało Ci przyjemność, a jeśli jesteś zmęczony, to odpocznij. To Twoje życie. Wielu sportowców niestety cierpi na depresję, bo poprzeczka jest nieco za wysoko, a presja zbyt przytłaczająca. Pamiętaj o tym co w życiu ważne. Najważniejsze, to przeżyć je tak, żeby być szczęśliwym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz