12 lip 2015

Hej mamo jestem w ciąży! To nie koniec świata!

Jeśli dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży a dziecko planowałaś, to gratuluję, nic tylko się cieszyć! Jeśli masz naście lat i zaliczyłaś wpadkę, nie załamuj się. Ciąża to nie koniec świata!
Nie wiesz jak powiedzieć rodzicom, że jesteś w ciąży? Przeczytaj jak to było u mnie kiedy miałam 17 lat!

Niespełna dwutygodniowa Aurelia



Dowiedziałam się, że jestem w ciąży kiedy miałam 17 lat. Nie bałam się. Ciąży rzecz jasna. Bałam się jak powiedzieć rodzicom, bo to był tak na prawdę początek drugiej klasy liceum. Mama dowiedziała się w zasadzie razem ze mną. Ja co prawda wcześniej przeczuwałam, że może ten brak okresu, to będą dwie kreski na teście, ale testu nie zrobiłam. Przed ciążą nie miesiączkowałam regularnie. W tamtym okresie prowadziłam bardzo intensywne treningi z pływania, biegania, siłowni i sztuk walki. Dodatkowo mieszkałam w internacie, inaczej się kilka miesięcy odżywiałam, więc było to dla mnie raczej normalne, że miesiączkowałam raz  na 3-4 miesiące. Po kilku miesiącach i kolejnych 3 miesiącach braku miesiączki powiedziałam dość! Postanowiłam zacząć przyjmować hormony na uregulowanie cyklu, w związku z czym udałam się do ginekologa. Rano na wizytę zawiózł mnie tata. W zasadzie, to nawet nie pytał gdzie i po co, wiedział tylko, że idę do przychodni. Lekarz postanowił, że zanim przepisze mi tabletki, trzeba zrobić badanie, żeby upewnić się, że wszystko jest w porządku. I tu była potrzebna zgoda mojej mamy, ponieważ byłam jeszcze nieletnia. Przyjechała moja mama podpisać papier i została już w gabinecie za ścianą z położną, kiedy w trakcie badania ginekolog wypalił: "Ma pani powiększoną macicę. Podejrzewam, że jest pani w ciąży." Wyobraźcie sobie jak zbladła moja mama, która wszystko zza ściany słyszała. Jako, że to był państwowy gabinet i bez usg, a na usg musiałam się dopiero umówić w szpitalu lekarz zalecił, żeby kupić test ciążowy. Test ciążowy oczywiście mama kupiła od razu i zaraz po powrocie do domu okazało się, że wskazuje dwie kreski. W tym momencie cieszyłam się jak głupia (tak cieszyłam się mimo młodego wieku i nieukończonej jeszcze szkoły i tylu niepewności), dobrze, że mamy nie było jak sprawdzałam wynik. "No i co?" Spytała mama. A ja próbując zachować powagę i nie parsknąć śmiechem (często mi się to zdarza w stresujących sytuacjach) powiedziałam jej, że "Hej mamo! Jestem w ciąży!"

Ok. Mama już wiedziała, więc to przynajmniej miałam z głowy, ale co z tatą? "Mamo nie mów mu jeszcze. Powiem mu kiedyś jak będzie w dobrym nastroju. Muszę sobie jakąś przemowę ułożyć w głowie czy coś." Przypomniałam sobie jeszcze niedawno odbytą rozmowę na temat "co by było gdyby" i słowa taty, że pomógł by ile by mógł i jakoś tak lżej mi było, ale i tak bałam się mu powiedzieć. Nie wiedziałam jak. To wcale nie jest takie proste kiedy ma się te naście lat i tyle życia przed sobą, a nie wiele za. Stres był ogromny. Tata dowiedział się kilka, może ze dwie godziny później, kiedy wrócił do domu i zapytał wprost. "To co jesteś w ciąży czy nie jesteś?" "Jestem." Cóż tu kłamać i tak się prawdy nie ukryje. Skąd wiedział? Nie, mama mu nic nie powiedziała. Wiedział rano tylko, że wyszłam do lekarza. Domyślił się po dziwnie ciężkim powietrzu i napiętej atmosferze, którą było czuć chyba na kilometr. Mój strach malował się na twarzy niemalże jak Krzyk Muncha. "Skąd wiedziałeś?" "Już wcześniej wiedziałem zanim Ty zaczęłaś cokolwiek podejrzewać, to było widać po Twojej twarzy. Zmieniła się." Tata wcale nie był zły. W zasadzie, to sam bardzo chciał mieć jeszcze trzecie dziecko, a mama nie koniecznie. Ucieszył się. W końcu wnuk, to prawie jak własne, a przynajmniej się noce przesypia i nie trzeba znosić humorków ciężarnej.

Rodzice bardzo nam pomogli. O ciąży dowiedziałam się w listopadzie. Pod koniec grudnia przeprowadziliśmy się na wieś, a w lutym już zamieszkał z nami mój wtedy jeszcze nie mąż. Drugą klasę skończyłam na wariackich papierach, ale tak się przyłożyłam, żeby nie zawalić, że nawet najlepiej z całej klasy. Moją wychowawczynię poinformowałam o ciąży w towarzystwie mojego taty, który od samego początku mnie wspierał. Od marca w zasadzie nie chodziłam już do szkoły ze względu na wczesne rozwarcie, cały materiał nauczyciele pozwolili mi zaliczyć z wyprzedzeniem i tu należą się im podziękowania, bo dzięki nim było mi dużo łatwiej w i tak stresującej sytuacji. Po wakacjach normalnie wróciłam do szkoły dzięki mojej mamie, która w tym czasie zajmowała się Aurelią. Na szczęście urodziłam ją mając ukończone 18 lat, więc nie mieliśmy problemów z biurokracją sądową. Potem normalnie zrobiłam maturę i rozpoczęłam studia zaoczne. W międzyczasie znalazłam pracę. Kiedy Aurelia kończyła trzy lata przeprowadziliśmy się do własnego M. Potem jak wiecie pojawiła się druga ciąża i znowu mogę liczyć na pomoc rodziców. A Aurelka jest oczkiem w głowie mojego taty. 

Ciąża to nie koniec świata! Jeśli nie ma komplikacji i masz kogoś kto Cię wspiera, to jesteś na wygranej pozycji. Boisz się? Ja też się bałam. Ale to czy dasz sobie radę siedzi w Twojej głowie, więc nie oglądaj się na innych, którzy Cię krytykują. Nie bój się prosić o pomoc. Nie wiesz jak powiedzieć rodzicom, albo partnerowi? Powiedz wprost i najlepiej od razu, bo stres z tym związany będzie tylko narastał, a niestety Cię nie ominie. Patrz o ile i tak mamy lepiej niż kobiety kiedyś. Nawet jeżeli jesteś bardzo młoda, nie będziesz napiętnowana, o ile wykażesz się odpowiedzialnością a nikt Ci dziecka siłą nie odbierze. Jeśli się postarasz, to na pewno dasz sobie radę! A teraz zajmij się sobą, swoim życiem i zadbaj o przyszłego potomka. Bo to szczęście móc dać komuś życie. Komuś kto będzie Cię bezwarunkowo kochał!

6 komentarzy:

  1. Z wielką przyjemnością i wzruszeniem przeczytałam ten post, dotyczy to wielu dziewczyn, które w młodym wieku zostają matką. Dobrze że masz takich rodziców, nie wszyscy jednak mogą liczyć na pomoc, na zrozumienie tak, ale nie na pomoc, trudno, życie się toczy dalej, a uśmiech dziecka wynagradza wszystkie trudności. Moje dzieci dziś są bardzo dorosłe i czuję ich miłość do mnie, mam od nich uśmiech, szacunek, i mówią mi, że mnie kochają, ja też je kocham i jestem szczęśliwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od nastawienia otoczenia na prawdę wiele zależy. Jeśli rodzice nie mogą pomóc, ale chociaż wspierają dobrym słowem, zaczynamy wierzyć, że sobie poradzimy. A wiara we własne możliwości, to już połowa sukcesu. Cieszę się, że tym tekstem mogłam Ci przypomnieć jak, to było kiedyś, bo też byłaś bardzo młodą mamą :) Masz racje, że uśmiech dziecka wynagradza wszelkie trudności :)

      Usuń
  2. Haha, ostatnio o tym rozmawiałyśmy! :-) Twoi rodzice naprawdę fajnie zareagowali mimo, że miałaś naście lat. Ja jestem już w zasadzie dorosła, ale mimo tych 21 lat w dalszym ciągu nie wiedziałabym jak im powiedzieć gdyby była to wpadka, choć wiadomo, że teraz zareagowali by inaczej. Poza tym mały "test" przeszli na początku 2014 - na szczęście skończyło się żartami o małym synku w brzuszku ;-) Patka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że każdemu, co nie był na to przygotowany byłoby trudno powiedzieć o nowinie najbliższym. Bo choć dziecko to dar, to czasami przychodzi w tragicznym momencie.

      Usuń
  3. Ale się wzruszyłam, wiesz myślę, problem nieplanowanej ciąży dotyczy często i starszych dziewczyn, a nawet mężatek( znam takie, uwierz mi).
    Masz rację, nie ma co prawdy ukrywać, bo się nie ukryje,a jak można na kimś polegać, to człowiekowi łatwiej.
    Cieszę się, że Twoi rodzice zachowali się równie odpowiedzialnie jak Ty, dzięki wspólnemu wsparciu było Wam łatwiej, a Twoje dzieci mogą co dzień odczuć, co to miłość dziadków.
    Nie każdy może liczyć na pomoc, czy zrozumienie, dobrze, że Ty mogłaś na swoich rodziców liczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszę. I bez tego by sobie człowiek poradził, ale tak było o wiele łatwiej!

      Usuń