19 mar 2015

Planujecie więcej dzieci?

Wczoraj usłyszałam pytanie: Planujecie więcej dzieci?

Na ten moment nie planujemy. Jednak właściwszym byłoby pytanie, czy planuję kolejną ciążę.



I w tym momencie przypomniał mi się sen, który śnił mi się wczoraj. A raczej nie sen lecz koszmar! Mąż we śnie chciał (cytuję jego słowa ze snu) "płodzić dzieci". Wycedziłam i tego jestem pewna: Nigdy więcej nie chcę być w ciąży i nigdy więcej nie chcę rodzić. Wiem dziwna odpowiedź, ale szczera, gdyż jeśli kiedyś za xnaście lat zatęskniłoby mi się za macierzyństwem, a tego akurat nie mogę być pewna co mi tam po głowie będzie chodziło, to ewentualnie w grę wchodziłaby tylko adopcja. 



Ciąża to nie je bajka

Ciąża to nie jest taki piękny stan jakim go piszą, a przynajmniej jej końcówka. Owszem jeśli wszystko przechodzisz w porządku, nie musisz pracować i masz pomoc od innych i żadnych praktycznie obowiązków, to możesz się delektować tymi miesiącami. Możesz głaskać brzuszek, smarować się toną balsamów, chodzić na masaże stóp, odpoczywać i żyć sobie spokojnie, to możesz nazwać ten stan błogosławionym. Nie miałam ciąży zagrożonej. Miesiąc przed porodem dopiero skorzystałam z dobrodziejstwa ZUS ZLA i tylko dlatego, że od 7 miesiąca pojawiały mi się oznaki "zwolnij, bo będziesz mieć wcześniaka!". Chodziłam wiecznie zmęczona, bo nie miałam kiedy odpocząć. Praca, dziecko, dom... To było bardzo wyczerpujące i tak na prawdę odpoczęłam dopiero w szpitalu jak byłam 3 dni na patologi ciąży.  Nie miałam mdłości ani innych standardowych i niestandardowych dolegliwości. Tak na prawdę ciężki to był ten ostatni okres ciąży. Jednak mimo wszystko ciążą mi nie służy, a takie gadanie to sobie można... "Wyglądasz kwitnąco! Ciąża ci służy" - z pewnością! 20 dodatkowych kilogramów, zgaga, zatrzymywanie wody, puchnięcie, kaczy chód i seks ewentualnie możliwy w  pozycji na łyżeczkę. Super, po prostu bomba! Nigdy więcej! No way! 
 
źródło

Ciąża to ciągłe wyrzeczenia, tego nie jedz,  rowerem nie jeździj, tamtego nie rób, po lekarzach jeździj i ok fajnie, bo to w końcu wyrzeczenia dla naszego dziecka.

Poród jak to poród, ale bez strachu. Moje obydwa wspominam dobrze, były piękne i miałam rewelacyjną opiekę, nie było żadnych komplikacji, krótko rodziłam. 
Każdy jest inny i nigdy nie przewidzimy czy nie okaże się traumatyczny. Za to po porodzie to dopiero super stan. Po porodzie to się dopiero mega kobieco czujesz... I gdyby nie piersi w rozmiarze H lub I, to zastanawialiby się czy to nie, aby na pewno nie jesteś hipopotamicą a nie kobietą i matką.Ogólnie super. Z seksu nici, leje się  jak ze świni, ciało tragedia połączone z porażką i dodatkowo wypadają włosy garściami i zastanawiasz się kiedy wyłysiejesz. Przeżyłam to dwukrotnie i uważam, że dwa razy wystarczy.  Włosy do tej pory wypadają, aż się dziwię, że jeszcze je posiadam. Oczywiście niczego nie żałuję, ale wystarczy mi dwa razy taka rozrywka, teraz niech inne rodzą.



Presja społeczeństwa

Czuję się spełniona pod względem bólu jaki przeżyłam i pod względem wysiłku jaki kosztowała mnie ciąża, poród i czas po nim. Mogę rywalizować z innymi kobietami, która z nas jest większą twardzielką, bo przecież o to w tym chodzi, hę? Społeczeństwo narzuca wręcz na nas pewne wzorce, które każe nam powielać, a jeśli nie wypełniamy schematów to nie pozwala nam czuć się 100% matkami. 

Jeśli nie rodzisz naturalnie, to co z ciebie za matka? 
Jeśli nie karmisz piersią, to co z ciebie za matka?
Jeśli wracasz do pracy zamiast siedzieć z dzieckiem, to co z ciebie za matka?
Jeśli przytyłaś tylko 5 kilo, to co z ciebie za matka?
Jeśli rodzisz z ZZO, to co to za poród?
Jeśli rodziłaś tylko 40 minut, to co z ciebie za matka?
Nazywasz to porodem? 
Jeśli nie chcesz być w ciąży i urodzić, to co z ciebie za kobieta? 
Nie wiem czy to społeczeństwo nam narzuca taki tok myślenia, czy to my same.



Matką być

Co to znaczy matką być? Być mamą, to dbać o swoje dziecko. Być mamą, to kochać. Być mamą, to wychowywać. Być mamą, to martwić się, bać i troszczyć. Być mamą, to płakać jak dziecko płacze. Być mamą, to zapewnić dziecku bezpieczeństwo.

źródło


Czy do tego wszystkiego na prawdę trzeba przejść przez to całe cierpienie? Czy na prawdę kobieta, która nie doświadczyła całego tego bólu, która nie przygotowywała się do dziecka miesiącami, która nie odmawiała sobie wszystkiego, będzie gorszą mamą?

Nie. Bo to nie ma znaczenia. Bo mamą zostajemy w chwili, gdy rodzi się dziecko. Bo dopiero wtedy rodzi się więź, taka prawdziwa. Bo wtedy dziecko jest tym dzieckiem, a nie czymś co w nas rośnie. Bo możemy faktycznie sprawdzić się w roli rodzica, opiekuna czy nauczyciela.  Bo przestają działać hormony, a pojawiają się prawdziwe uczucia.

Dlatego jeśli kiedykolwiek będę chciała zostać znowu dla kogoś mamą, to nie potrzebne jest mi do tego przechodzenie wszystkiego od nowa.  Nie potrzebne mi bycie biologicznym rodzicem. Bo to bez znaczenia. Mamą można być dla każdego, kto jej potrzebuje. Nie chcę być więcej w ciąży, bo to wyrzeczenia, bo to zmiana i jedna wielka niewiadoma. Po co mam się męczyć jeśli tego nie czuję, skoro nie muszę. Na dzień dzisiejszy mam dwójkę wspaniałych dzieci, czuję się spełniona w roli mamy i nie planuję kolejnych, ale jeżeli kiedyś będę chciała rodzinę powiększyć, to dlaczego nie miałabym dać szansy komuś kto właśnie na mnie czeka. Dlaczego miałabym nie adoptować. Bycie mamą zaczyna się w sercu a nie macicy.


Zdjęcie tytułowe TU

6 komentarzy:

  1. Uwielbiam Ciebie czytac. Piszesz bardzo dojrzale, sensownie I zawsze z moralem. Twoje wpisy Daja duzo do myslenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę powielać schematów, choć jeśli chodzi o macierzyństwo jest na prawdę trudno powiedzieć coś o czym nikt jeszcze nie powiedział. Wszędzie piszą o pozytywnych emocjach wiążących się z macierzyństwem, ale mało kto ma odwagę pisać o tej drugiej ciemnej stronie. Wszystko wiąże się z hejtem wobec osób, które nie robią pięknej otoczki wokół swojego życia. Owszem jest sporo cudownych momentów, ale życie składa się nie tylko z sukcesów, ale i porażek. Nie tylko z radości, ale i smutków... Takich sygnałów często nie dostajemy wprost, a potem czujemy się niekompletne, niedowartościowane. I bum! Depresja porodowa na przykład. Bo pokazali modelkę miesiąc po porodzie, która wygląda jak seksbomba a nie świeżo upieczona mama. A kobieta po porodzie w rzeczywistości niewiele różni się wyglądem od kobiety w zaawansowanej ciąży.
      Dziękuję, że Ci się podoba :)

      Usuń
  2. Świetnie, że poruszyłaś ten temat, bo każda z nas jest inna.
    Jedna by chciała może jeszcze mieć dziecko, ale zdaję sobie sprawę, że jej po prostu nie stać.
    Inna nie chce i już i koniec, no i ma do tego prawo.
    Aczkolwiek presja społeczeństwa jest spora, zwłaszcza, jeżeli małżeństwo/para jest ze sobą kilka lat, a tego potomka nie ma.
    To dopiero pytań 1000: a kiedy? a dlaczego? a jak to? i wielkie oburzenie.
    Jeżeli chodzi o macierzyństwo to nie ma tak, że jest tylko czarne, czy białe.
    Każda z nas inaczej wspomina ciąże, porody, innych rzeczy doświadczyła.
    Ja akurat ciąże całkiem nieźle wspominam, ale biorąc pod uwagę fakt, że byłam w niej 9 lat temu mogę po prostu już nie pamiętać tych gorszych chwil.
    Aczkolwiek jak się lało jak ze świni, to i mnie utkwiło w pamięci i jak musiałam po 8 tygodniach leki dostać, bo do 6 tygodnia to jeszcze w normie, a potem trzeba było zatrzymać lekami.
    Jak w ciąży nie możesz leżeć na plecach, boku, a na brzuchu Ci zabraniają, a po porodzie tym bardziej.
    Jak podczas zapalenia piersi łykasz prochy i obkładasz się kapustą skrupulatnie co 2 godziny odciągając pokarm, bo inaczej gorączka 40 stopni.
    Tego się nie zapomina, a tak rzadko o tym pisze.
    Właśnie myślę, że to dążenie do ideałów młode Mamy wpędza w depresję i czują się gorsze, bo nie są perfekcyjną panią domu, bo ich dziecko nie jest podręcznikowe i wyje.
    A przecież miało być tak pięknie, a ona ma ochotę wyjść z domu i nie wracać, a potem refleksja, że jest złą matką, bo jej własny słodziutki bobas doprowadził ją do szału i łez.
    To normalne odruchy, uczucia, o których się oficjalnie nie mówi.
    Lubię Cię poczytać, czasem wspomnienia powracają.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tych negatywnych emocji czasami jest na prawdę dużo. Tak, czasem również mam ochotę po prostu wyjść i nie wrócić. A potem źle się czuję z tym, że w ogóle mogłam tak pomyśleć. Jest jednak więcej tych momentów radosnych i to nam jakoś rekompensuje te złe.
      Miło mi polecam się na przyszłość :)

      Usuń
  3. Dobrze że piszesz także o tych gorszych stronach... My też chcemy postarać się o rodzeństwo dla Julki lecz po pierwszej ciąży mam mnóstwo obaw i jakąś panikę że znów będę musiała przechodzić przez to wszystko... Pomijając już to że przez jakieś pierwsze 3miesiące miałam mdłości i wymioty to potem było gorzej jak co rusz byłam kierowana na oddział bo ciągle miałam złe wyniki bo robiły mi się zatory na nerce i ten zabieg cewnikowania (to nawet chyba gorzej wspominam niż ten cały poród).... Potem dwa tygodnie przed datą porodu już miałam tak złe wyniki ze jak mnie położyli to puścili dopiero po 3tygodniach (na szczęście już z Julcią) ale sam fakt że musiałam tam tyle czasu spędzić to już do depresji prowadziło, nawet jak mała już się urodziła to ja poprostu siedziałam i płakałam bo już niebyłam w stanie dłużej tam przebywać w tym zamknięciu...:/ I teraz boję się żebym niemusiała znów przez to przechodzić bo teraz mam Jule i co w takim wypadku z nią, kto by mi się nią zajął na czas mojego ewentualnego pobytu w szpitalu jak Robert musiałby być w pracy...:/. Ech mam nadzieję że z czasem minął mi te obawy i jakoś się przełamię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego jak sprawy się potoczą. Ale jak by nie było to musi być wasza decyzja a nie podejmowana pod presją społeczeństwa, bo to nikt inny jak wy będziecie obarczeni obowiązkiem wychowania maleństwa. Współczuję, że musiałaś dużo czasu spędzić w szpitalu, w niepewności i ogromnym stresie.
      Jak bycie nie postanowili to jestem pewna, że jesteście wspaniałymi rodzicami :)

      Usuń