6 lut 2015

Raczkujemy

Mój synek zaczyna się przemieszczać tym razem od 3 dni już do przodu. Pierwsze kroki były bardzo chwiejne i niepewne, ale po tylu próbach z dnia na dzień, z minuty na minutę stają się coraz pewniejsze, coraz to szybsze. 
I pewnie powinnam się cieszyć, i cieszę się. I pewnie powinnam się martwić, i martwię się. Teraz bez dziecioła to nawet do łazienki ani rusz, chyba, że łaskawy zechce pozostać przez chwilę w łóżeczku. Martwię się o jego bezpieczeństwo, ale nie tylko dlatego...


Skupmy się na uczuciach... Z pierwszym dzieckiem, tudzież Aurelią przy każdej kolejnej nowej umiejętności, każdej która zmierza w kierunku samodzielności cieszyłam się bardzo. Teraz się tak już nie cieszę. A przynajmniej nie tak jak kiedyś. Owszem jestem dumna z synka, bo to przecież kolejny skok rozwojowy. Z drugiej strony jest mi trochę smutno, że rośnie, a rośnie bardzo szybko. I tak jak Aurelia jest już dużą dziewczynką, wow za 1,5 roku pójdzie do szkoły i czasy kiedy była zdana tylko na mnie i lubiła siedzieć ciągle wtulona w moje ramiona minęły już bezpowrotnie, tak wiem, że teraz przy drugim czas płynie znacznie szybciej. I chwile kiedy mógł leżeć u mnie na rękach godzinami niestety również się skończyły. Teraz nie chce nawet usiedzieć kilku minut, tylko ciągle wyrywa się gdzieś ciekaw świata, który go otacza. I tak na prawdę karmienie piersią to jest jeden z nielicznych momentów, które na dzień dzisiejszy pozostały tylko dla nas.




Cieszę się, że moje dzieci rosną, że rozwijają się, ale jest mi żal, że ten czas płynie zbyt szybko. Ten czas to najpiękniejsze chwile mojego życia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz