16 sty 2015

Nie lekceważ, ratuj życie!

Ostatnio na blogu było mnie trochę mniej. 
Nie dlatego, że nie mam tematów na posty, bo przewinęło się tego trochę. Karnawał, Orszak Trzech Króli i kilka innych takich sielankowych... 
Może o czymś z tych przeszłych tematów coś jeszcze napomknę w niedalekiej przyszłości.

Dziś chciałabym pokrótce zamanifestować, żeby nie lekceważyć i nie bagatelizować jeśli coś dzieje się innym, a intuicja podpowiada nam, że to co się dzieje nie jest normalne, bo nasza szybka reakcja może uratować życie.

/ Shutterstock)

Nie było mnie na blogu ostatnio, bo żyję pomiędzy pracą, domem, a szpitalem. Otóż w któryś weekend (nie wiem czy ostatni czy jeszcze wcześniejszy, czas mi tak szybko leci, ale to nie ważne) pojechałam do dziadków. Na przywitanie jak to zwykłam robić od wielu, wielu lat weszłam do domu z impetem, ot takie wejście smoka i krzycząc od progu przywitałam się. Intuicja moja przebiegła zaczęła działać i coś podejrzewać już nanosekundę później kiedy dziadek bez większego entuzjazmu przywitał się burczywszy coś pod nosem. I tu wyprowadziłam swoją ciężką artylerię pytań. 
Okazało się, że od 2-3 godzin, boli dziadka głowa. Ok. Każdego czasem boli prawda? Ale, żeby tak bez życia siedzieć... I tak jakoś niewyraźnie mówić. Po usilnych namowach na kontakt z lekarzem (tj. szpitalem z racji i godziny i weekendu) nic nie wskórałam. Dziadek nagle poczuł się 100 razy lepiej i już go nawet tak głowa nie boli. 
Poszłam do rodziców w odwiedziny (mieszkają 30 sekund drogi). Siedziałam i myślałam i wymyśliłam, że nie ma co się zastanawiać tylko do lekarza trzeba gnać jeśli coś jest nie tak. Dziadek tłumaczył, że po jednym leku tak ma, ale mi to tłumaczenie nie wystarczyło. 
Zadzwoniłam do dziadka. Gadka ta sama co wcześniej, że nie trzeba lekarza. Dziadku nie zachowuj się jak dziecko. Jedziemy i koniec. Spakuj się i ubierz i jedziemy. Udało się. Przyszedł do domu moich rodziców i tak mieliśmy pojechać, ale jako, że zadzwonić po pogotowie lepiej, bo badania od razu porobią, a nie każą siedzieć na izbie przyjęć pół nocy, zadzwoniliśmy po karetkę. 
Koniec końców skończyło się to tak, że przewieźli go później jeszcze do szpitala w Lublinie. Powodem bólu głowy był wylew. Ciśnienie górne przed wyjazdem z naszego szpitala do Lublina ponad 220. W karetce stan zdrowia diametralnie pogorszył się. 
W szpitalu ustabilizowali go. W tym momencie wychodzi na prostą. Mówi już praktycznie normalnie, będzie samodzielny, już nawet wstaje... Powinno być dobrze, aczkolwiek zanim krwiak się wchłonie jeszcze nic nie jest pewne. Pewne jest jedno - gdyby nie szybka interwencja zostałby w najlepszym przypadku kaleką, a w najgorszym bardzo prawdopodobnym już by go z nami nie było. 

To nie jest jedyna sytuacja gdzie nasza interwencja jest ważna. Kilkakrotnie wzywałam pogotowie i uważam, że nigdy bezpodstawnie. Nie wahaj się jeśli dzieje się coś złego. Nie słuchaj innych lecz swojej intuicji jeśli ta każe ci dzwonić. 
Poprzedni przypadek. Tym razem przypadek znieczulicy i obojętności: Mężczyzna na ulicy w biały dzień dostał silnego ataku drgawek, najprawdopodobniej padaczkowy. Wzywamy pomoc. Tzn. ja i 3 inne osoby się zatrzymały, żeby pomóc. Reszta przeszła - ok - karetka i tak już w drodze a gapie i tak nie pomogą. I tu gwóźdź programu - przechodzeń wyskakuje z tekstem To pijak pewno jakiś, po co to pomoc wzywać do takiego. Panie nie widzą, że on tak się trzęsie, bo dylirkę ma? Nie był pijakiem, nie był pijany. 
A nawet gdyby był, to pijak też człowiek, a pomocy należy udzielać każdemu, kto tej potrzebuje.

Nie przechodź obojętnie, nie lekceważ, zaufaj intuicji. Ratuj życie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz