17 sty 2015

Najważniejsze

Studia? Zawsze miałam ambitne plany... Najlepiej kilka kierunków, kilka języków i najlepiej całe życie, bo lubię się uczyć.

Chciałam i do tej pory chciałabym, ale musiałabym chyba wygrać w totka i wydłużyć dobę do co najmniej tygodnia - studiować prawo, medycynę sądową, mikrobiologię, wirusologię i jeszcze kilka innych by się tu znalazło.
 A i oprócz czasu i pieniędzy chyba bym musiała być singielką i nie mieć dzieci... 
Zresztą kto by chciał wiązać się z wykonawcą zawodu wymarzonego jakim jest obcowanie z klientami, którzy nigdy nie narzekają i do których możesz mówić co chcesz i wcale nie musisz się uśmiechać, albo możesz w ich obecności po prostu milczeć... 

Prawo nawet zaczęłam i coś tam pozaliczałam nawet, ale jak z jednym dzieckiem było to tylko tycim problemem, bo jednak  kształcenie zaoczne do najtańszych nie należy, to w obliczu posiadania dwójki potomstwa urasta do rangi Mont Everestu, albo Kilimandżaro chociaż. 
I nie tylko chodzi o pieniądze, choć głównie. 
Ale również o czas. O czas, który trzeba poświęcić na studiowanie samo w sobie, jak i uczenie się faktyczne. A trzeba się uczyć żeby mieć wystarczającą wiedzę, by czuć się fachowcem. 
W innym przypadku to tylko papier. A papier to jest do d. lub do rysowania co najwyżej.





Studia przerwałam, brakuje i czasu i pieniędzy. Znalazłabym, bo przecież dla chcącego nic trudnego... Ale ja chyba po prostu nie chcę. To znaczy chcę, chcę studiować i mieć wykształcenie i czuć się tym fachowcem. I będę studiować. Ale jeszcze nie teraz.

Nie chcę przez co najmniej 5 lat odmawiać czegoś dzieciom, bo muszę sobie czesne opłacić, kiedy są małe, a tak szybko urosną... One jeszcze nie rozumieją po co mi te studia ani, że pieniądze kiedyś się kończą. Nie chcę spędzać jeszcze więcej czasu poza domem - i tak na prawdę dużo mnie omija. Nie chcę jeszcze częściej mówić córce, że nie mam czasu, bo już teraz mam go za mało. Chcę być dziećmi, z mężem. Bo to oni, nie studia są dla mnie najważniejsze. I nie uważam, że jestem kurą domową, Matką Polką stłamszoną przez patriarchalny system. To mój wybór. 

Do drugiej ciąży studiowałam, ale Aurelia rosła i czułam, że na studiowanie jeszcze przyjdzie pora, że jest to czas na powiększenie rodziny i nie żałuję. To był jeden z najlepszych moich wyborów.

Kariera? Ok. Jak byłam młodsza, to wiele chciałam, ale wtedy nie wiedziałam, że macierzyństwo jest tak piękne. Jest kilka rzeczy, które chciałabym robić, ale na to też jeszcze nie pora. Zawsze ciągnęło mnie do wyżej pokrętnie opisanego zawodu, ale również do munduru. Czułabym się spełniona również jako kontroler lotów, ale to długie szkolenie poza domem... Czasu mam jeszcze trochę, bo mam dopiero niespełna 23 lata, więc swoje marzenia jeszcze zdążę spełnić. Teraz moim marzeniem jest, żeby dzieci wyrosły na szczęśliwych ludzi. Żeby moje małżeństwo się rozwijało. Bo rodzina dla mnie, to jest to, co jest najważniejsze!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz