24 sty 2015

Jaka matka taka córka


Dziś trochę prywaty. Chciałam napisać co nieco o mojej córci, a raczej o jej charakterku, który uważam, że w dużym stopniu pokrywa się z moim. Powiedzenie, że jaka matka taka córka jak najbardziej u nas się sprawdza. Piszę o tym, bo wiem, że dużo tego z czasem z pamięci ulatuje, błahostki, a jednak chciałabym być może kiedyś powrócić do refleksji nad zależnością jej usposobienia do mojego. A jak to u was to wygląda?

Aurelia? Cwana to bestia. Gadulstwo w najczystszej postaci sama jeszcze nie wiem czy uważać za wadę czy zaletę, podobno milczenie złotem jest. Ciągle coś trajkocze. Ciągle czegoś chce: A mama? A tata? To chyba kwestia wieku, ale już od maleńkości buzia jej się nie zamyka. Z pewnością ma to po mnie. 

Czarny humor i ironia? W tym może w przyszłości być lepsza ode mnie. Czasami jak coś powie, że aż oczy wybałuszam ze zdumienia, że takie jeszcze młode to moje dziecko a tak pięknie operuje już ironią. 

Któregoś dnia powtarzam jej po raz wtóry, żeby umyła zęby, bo już 10 jest: To co tak stoisz? Nałożysz mi tę pastę czy nie? 
 Nie zawsze jednak jestem pewna czy jej docinki są ironiczne czy już nie są jednak sarkastyczne i czasami dostaje jej się po uszach. Nie chciałabym, żeby tak do nauczycieli później pyskowała. Ja jako dziecko miałam niewyparzony język i to był poważny problem... Już sobie to wyobrażam jak będę bronić jej, że to nie jej wina, że złe geny również odziedziczyła :)

Moje dziecko wykazuje się dobrą umiejętnością manipulacji i wciąż stara się szlifować ten niechlubny talent.  
Jak nie pozwolisz mi oglądać bajki to nie. (cisza) Nie pozwolisz? (cisza) Dlaczego nie pozwolisz mi bajki obejrzeć? (cisza) Mogę?  
I tu manipulacja się kończy, bo już wie, że ja się nabrać nie dam, chociaż dziadkowie już tak. 
To takie z serii: "Dzieciak przechodzi obok cioci/babci/wujka na stoliku leżą ciastka i mówi mimochodem - ale bym zjadł ciastko - po czym dorosły bez zastanowienia - poczęstuj się kochanie"

Bunt? Ohh... Przemilczmy to, ok? Nie no żartowałam. Jak miała 1,5 roku zauważyła, że samodzielnie może dokonywać wyborów i wszystko od tamtej pory chciała robić po swojemu. A jak już dostała zgodę, żeby zrobić po swojemu, to jednak już tak nie chciała i wracała do punktu wyjścia :)
Teraz jest bardzo grzeczna, słucha się mamy i taty, aczkolwiek tutaj mogłabym nawiązać do poprzedniego akapitu o manipulacji, bo jak mama nie pozwoli, to a nóż może tata się zgodzi: do mamy: Mogę? - Nie! do taty: Mogę? - Tak!, Mamo a tata mi pozwolił! 
 Niestety ale tak to nie działa, ale nie zniechęca się i wciąż próbuje...
Chwilowo z buntem jako takim mamy spokój, ale powróci ze zdwojoną siłą zapewne na okres dojrzewania. No cóż mam jeszcze co najmniej kilka lat, żeby się przygotować.



Uwielbia za to balansować na krawędzi mojej cierpliwości i sprawdzać gdzie się kończy granica dobrego zachowania, tj. takiego, którego ja od niej oczekuję.
Żadna kara nie jest skuteczna. Ogólnie kary są na prawdę bardzo rzadko, bo na tą musi sobie na prawdę nieźle zaskórzyć. Kąt, ban na bajki, tv, szlaban na wyjście na plac, zabawki...? Działało to i może, ale jak miała 3 latka. Wciąż nie mam ideału. Ogólnie rozmawiam z nią dużo, zazwyczaj jest to reprymenda, chyba jak dotąd działa najskuteczniej. Inna kara działa przez około pierwsze 5 minut w trakcie, których Aurelia stara się jeszcze zmanipulować i wymusić zmianę decyzji. Później zajmuje się czymś innym i nie wykazuje specjalnej udręki, że czegoś nie może. W końcu od czego jest wyobraźnia.

Lubiana jest. Lubią ją dzieci, dorośli, panie z przedszkola, sąsiedzi. Staram się, żeby była kulturalna i miła, a że do tego lubi gadać, to nie ma raczej problemów z nawiązywaniem znajomości. 

Złośliwość to kolejna z tych brzydkich cech. Zdarza się, ale na złośliwości z jej strony trzeba sobie zasłużyć.

Bywa zazdrosna... o wszystko. O brata, o tatę... O to, że Julka ma ładniejszego konika Pony, mimo, że go nawet na oczy nie widziała. Kupisz mi taką Lunę jak ma Julka? Bo Jula mówi, że ma ładniejszą. Kupisz mi?

Jest wrażliwcem. Wzrusza się, smuci, przejmuje, cieszy się i wszystko na raz. Emocjonalna jest bardzo. Najbardziej emocjonalnie jednak podchodzi do krzywdy innych. Jest pełna empatii. Żałuje innych i chciałaby pomóc. Zawsze wypytuje mnie i patrzy na mnie tym świdrującym wzrokiem, żebym jej wytłumaczyła dlaczego inne dziecko jest na przykład ciężko chore. 
I tak jak byliśmy na koncercie charytatywnym, na którym zbierane były pieniążki na leczenie śp. Antosia, tak praktycznie każdego następnego dnia pytała mnie czy udało się już rodzicom uzbierać wystarczającą ilość i czy jakaś klinika zgodziła się go przyjąć na leczenie. 
Wzruszyło mnie wtedy, to, że potrafiła okazać takie współczucie i troskę mimo, że wielu spraw jeszcze po prostu nie rozumie. 



Pamiętliwa jest. To, że o czymś nie wspomina, to nie znaczy, że nie pamięta. Powie o tym w najmniej dogodnym momencie. Także nie obiecuj niczego, czego nie możesz spełnić.

Kocham moje dziecko. Mimo kilku wad, nie chciałabym, żeby była inna, bo tak bardzo przypomina mi mnie samą, że aż czasami śmieję się sama do siebie, że przecież po kimś tak ma. Kocham to jej gadanie, jej poczucie  humoru, również czarny humor, emocjonalność i szczerość. Wypisz wymaluj mamusia :)

2 komentarze:

  1. Cudowną masz córeczkę, a to, że bywa uparta, czy pamiętliwa to myślę, że dobre cechy.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w końcu musi po mnie mieć, nie? Gdyby dzieci były idealne to byłyby nudne, a to one i ich wybryki nadają macierzyństwu smaczek.

      Usuń