5 wrz 2014

ZOO

Dla Aurelii wycieczka do Zoo była wielką frajdą choć przez większą część zwiedzania ciągle pytała kiedy w końcu zobaczy żyrafy. Mi również się podobało, bo ostatnio w takim miejscu byłam chyba z 10 lat temu w Emmen. Nasze oczywiście jest nieporównywalnie mniejsze, ale i tak ciekawe. Jak na taką powierzchnię jest całkiem sporo gatunków zwierząt. Szkoda, że mają tak mało przestrzeni, ale dzięki życiu w niewoli wiele gatunków zagrożonych wyginięciem może przetrwać.




Borysek przespał praktycznie cały czas zwiedzania, a byliśmy tam około 5 godzin. Jedynie nie odpowiadały mu zapachy w budynku przy szympansach i gorylu i to do tego stopnia, że trzeba było od nich jak najszybciej uciekać, żeby przestał płakać.


A oto pierwszy urodzony w niewoli w Polsce nosorożec.


W ptaszarni można przechadzać się wśród roślin i oglądać ptactwo z na prawdę małej odległości.


Grzechotnik straszliwy ma bardzo imponujący wygląd. Jego łuski wyglądają inaczej niż te pozostałych węży. Gdy zobaczyłam go z bliska nie miałam wątpliwości, że nazwa jest właściwa :)



Wycieczka do Zoo mimo niezbyt pewnej pogody na szczęście udała się bez większych niespodzianek. Prognoza pogody w moim smartfonie pomyliła się tylko o godzinę, więc zaczęło padać dopiero jak już kończyliśmy zwiedzanie.


Oprócz zwierząt są też place zabaw dla dzieci i mała kolejka torowa, na której Aurelia miała zaciesz cały czas jak nią jeździła. Polecam najlepsze gofry jakie jadłam w życiu - karmelowe (niedaleko króla zwierząt). Warto było przejechać x kilometrów, choć wrażeń było tak dużo dla Aurelii tego dnia, że jak wróciliśmy do domu koło godziny 23, to ze zmęczenia, aż się dziecko popłakało... Ale była bardzo zadowolona!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz